Dzisiejszy teks zamierzam poświęcić grze, z którą spotkałam się gdzieś na początku swojej przygody z planszówkami i wtedy zrobiła na mnie duże wrażenie, być może przyczyniając się do tego, że zapragnęłam więcej. Być może bez tej gry moje losy potoczyłyby się inaczej i nigdy bym nie zapałała wielką miłością do rozgrywek na planszy. Problem polega na tym, że dziś już nikt nie chce ze mną w to grać, w zasadzie to chyba nie taki duży problem, bo ja też nie chcę.

Mowa o Osadnikach z Catanu grze, którą poznała pewnie spora rzesza planszówkowych zapaleńców i być może tak jak dla mnie była to jedna z pierwszych tego typu pozycji z jaką się zetknęli (pomijając Monopol i Eurobiznes). Osadnicy mają bowiem już swoje lata i jest to zarówno największa wada, jak i zaleta tej gry.

Zacznijmy od wad. Co w tej grze sprawia, że nie jest już dla mnie atrakcyjna? Po pierwsze jest zbyt prosta, co zwykle by nie stanowiło problemu, bo przecież nie wszystkie gry muszą być piekielnie skomplikowanymi strategiami, od których mózg paruje, ale Osadnicy nie stanowią żadnego większego wyzwania dla bardziej doświadczonego zawodnika. Przyczynia się do tego fakt, że gra jest w dużej mierze losowa. To kości decydują o tym czy uda nam się coś zgarnąć czy nie. Możemy mieć

P_20160323_154443

więc świetny plan jak zbudować najdłuższą drogę, ale co z tego, skoro braknie nam surowców. Ale przecież w innych grach element losowy wcale nie wyklucza dobrej zabawy i tu też nie byłoby źle gdyby nie koszmarny mechanizm targowania się przy handlu. Jeśli brakuje nam jakiś surowców możemy je odkupić od innego gracza, w zamian oferując swoje mniej lub bardziej atrakcyjne zasoby. Targowanie się w grach, jak wiemy z doświadczenia, zwykle kończy się straszliwymi kłótniami i długo zachowywanymi urazami, a i taki wygrywa zwykle ten co ma największy dar przekonywania. Pozostali gracze zaś kończą zabawę z poczuciem niesprawiedliwości i nieusatysfakcjonowania. No cóż gra powstała w czasach gdy uważano, że porządna awantura nad planszą pozwala ludziom uwolnić się od negatywnych emocji i odreagować stresy.

P_20160323_153625

Zupełnie inaczej to wyglądało gdy odkrywaliśmy Osadników z Catanu po raz pierwszy. Gra wydawała się niezwykle świeża i oryginalna, ta plansza układana z kafelków, jaka nowatorska i nietypowa. Prawdziwa innowacja! Jakże dawno to było, kiedy zaskakiwały nas takie rzeczy? Zresztą czy cokolwiek jest wstanie jeszcze nas, starych wyjadaczy,  zadziwić? Człowiek czasem tęskni za tym ekscytującym elementem odkrywania czegoś zupełnie nowego, stąd sentyment do tej gry. Gry, która przypomina ile frajdy może dostarczyć prosta rzecz. Bo Osadnicy mimo wszystko mają swoje plusy. Mają mały próg wejścia więc są niezawodni gdy chcemy zagrać w coś z planszowymi laikami. Dobrze sprawdza się też do zabawy z dziećmi. Producent sugeruje, że gra jest skierowana dla osób powyżej 10 roku życia ale zdarzyło mi się przetestować  tą pozycje na młodszym pokoleniu i efekt był całkiem pozytywny. Dzieci akurat lubią kulać kośćmi. Gra posiada także sporo interesujących dodatków, które znacznie urozmaicają rozgrywkę, np. Żeglarze, Miasta i Rycerze czy Handlarze i Barbarzyńcy, nie musimy więc Osadników od razu gdy nam się znudzą spisywać na straty.

P_20160323_154038

Jednak jedną z najistotniejszych zalet tej gry jest to, że rozbudza planszówkowy apetyt. Sprawia, że ludzie, którzy nie zdawali sobie sprawy, że jest coś poza grami dla dzieci i Monopolem (choć w osadnikach znajdziemy elementy i jednego i drugiego) mają ochotę poznać więcej. Zaczynają szukać następnych gier, a po pewnym czasie także pewnie i oni stwierdzą, że Osadnicy z Catanu nie są już dla nich wystarczająco ciekawi, bo potrzebują nowych, większych wyzwań.